FANDOM


Kilka dni później Lulu zaczęła rodzić, Hatua mimo że osłabiony nie postanowił zwlekać, powlókł się najszybciej jak potrafił do Rafikiego. Wszystko widział Zazu i z uśmiechem poleciał do Simby. Gdy Hatua i Rafiki przybyli do domu ujrzeli Lulu z lwiątkiem w swoich przednich łapach.To chłopiec powiedziała czule go myjąc. Lwiątko było prawie tego samego koloru co matka, lecz jego sierść miała bardziej złotawy odcień. Lecz jego nos, dziwne, ale był złoziemski. Hatua patrzył z niedowierzaniem. Ale wiedział, że to jego syn, po prostu zbieg okoliczności sprowadził do tego, że jego syn bardziej przypomina dziadka niż ojca. To samo było z nim. Rafiki tylko spojżał na młode i od razu powiedział „Ten młodzieniec nie będzie wielkim lwem, ale będzie mimo wszystko bardzo silny, macie wspaniałego syna, z którego będziecie dumni, jak chcecie go nazwać?” Dla żartu Hatua powiedział „Kosa” ale jak zobaczył, że dowcip mu się nie udał, spytał się Lulu co sądzi o tym, że skoro ma wyrosnąć na silnego lwa nie nazwać go „Nguvu”? Lwica zgodziła się. „A teraz czas pokazać małego światu!” powiedział Rafiki i zabrał go przed dom. Hatua spojrzał na małpę jak na dziwaka, lecz jak zobaczył chichoczącą żonę, zaczął się zastanawiać o co chodzi. Gdy wyszedł przed dom ujrzał wszystkie zwierzęta z Lwiej Ziemi cieszące się na widok potomka wielkiego Mędrca. Przybyła również rodzina królewska. Na Nguvu spłynął strumień światła, a Hatua miał wrażenie, że na niebie widzi wszystkie lwy żyjące na Lwiej Ziemi, a w złotym kręgu Słońca ujrzał poprzez zmrużone oczy samego Mufasę. Gdy „ceremonia” dobiegła końca Hatua poprosił rodzinę królewską by spędziła tę noc w jego skromnych progach. W końcu musieli włożyć wiele wysiłku, by wszystko wyszło tak spektakularnie. Nie mógł od tak sobie tylko powiedzieć „dziękuję”, chociaż wystarczyłoby im to. To był jeden z nielicznych dni, w którym cała rodzina spotkała się w przyjaznej atmosferze. Tej nocy tylko Hatua nie mógł spać, jeszcze go trzymały emocje po ceremonii. Wyszedł przed jaskinię by porozmawiać z gwiazdami. „Matko, brakuje mi Ciebie...” wydusił w końcu z siebie, a po jego polikach popłynęły gorące łzy. „Ależ synu, ja cały czas jestem przy Tobie.” Hatua zbystrzał. „Co? Jak? Jak to możliwe?”. „Synu, jesteś bardzo zmęczony, idź połóż się spać, pozwól swoim ranom się zagoić.”, „Ale ja nie chcę!”. „Ech. Zawsze był z Ciebie mały buntownik. Dobranoc synku”. Hatua chciał coś jeszcze powiedzieć, lecz przeszkodził mu w tym Rafiki. „Jak tam po dzisiejszym dniu? Podobało się? HehehehE!”. „Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo.” odpowiedział lew z przekąsem. Rafiki spojrzał w Niebo i zwrócił się do Hatuy, „więc nie tylko ja potrafię rozmawiać ze zmarłymi, hę?”, ale widząc coraz większy grymas lwa odparł „Idź spać, i tak sporo porozmawiałeś” i sam zaczął się kierować w stronę swojego domu po cichu podśpiewując „asante sana zjem banana”. Hatua był wymagający wobec syna. Pragnął, by wyrósł na silnego, potężnego lwa, lecz mimo wszystko nie chciał, by Nguvu dotknęła trauma jak jego samego, starał się „naciągać strunę” do granic wytrzymałości, ale nie pozwalał, by ona pękła. To, że był bardzo wymagający to nie oznacza również, że był okropnym ojcem, kochał swojego syna, i zawsze mu to starał się okazać. Nguvu rósł jak na drożdżach, był połączeniem Lulu z Hatuą, lecz można by rzec, że bardziej z Wajibu. Był trochę podobny do Kovu, lecz był smuklejszy, a jego mięśnie bardziej zarysowane. „Zdecydowanie wykapany dziadek, zwłaszcza ten charakterek.” myślał Hatua. Często Hatua zabierał syna na przechadzki nocne, pokazał mu wiele konstelacji, ale zawsze mu powtarzał, „Pamiętaj synu, że choćbyś na trochę poczuł się samotny to pamiętaj, pamiętaj, że ja zawsze z Tobą będę.” Po czym spojrzał w gwiazdy, i uronił małą łzę. Nguvu był bardzo spostrzegawczy i zauważył ją. Spytał „Tato, czy Ty płaczesz?” Na co mu Hatua odpowiedział „Bywają takie momenty, że i nawet najwytrwalsi miękną, zrozumiesz to z czasem, a teraz wróćmy do domu, pewno matka się martwi.” I tak zrobili. Ogólnie Nguvu bardzo przypadł do gustu Kiarze, lubiła go niańczyć, mówiła wtedy do Hatuy, że chce spłacić dług za siebie i chichotała się z tego. Widząc małego sama nie mogła się doczekać bycia mamą. Nawet nie wiedziała jak szybko nadejdzie ten dzień.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.