FANDOM


Hej! Tutaj będę zamieszczać rozdziały do mojeho opowiadania "Dzieje Lwiej Ziemi".

Prolog

- Który to już dzień?- spytał szary lew.

- Mohatu ile tak będziemy iść?- spytała kremowa lwica.

Mohatu był to brązowy lew, raczej nie był zbyt potężny, wyglądał na słabego. Ten właśnie lew stał na czele gromadki Lwów, które razem z nim opuściły swoje stado gdzie były nierozumiane , dręczone, a nawet opuszczone przez wszystkich. Szukali oni nowego domu.

- Nie mam pojęcia.- powiedział, ale mam przeczucie, że jesteśmy blisko.

Obok Mohatu szła drobna lwica o złotej sierści. Nazywała się Chaki i była partnerką lwa. W dawnym stadzie uważana za dziwaczkę...bez rodziny i zdala od innych lwów. Jedyny lew, z którym przebywała był Mohatu, których później połączyła miłość. Wzięli nawet potajemny ślub gdyż od rodziców brązowego lwa nie dostali by błogosławieństwa.

- Słyszycie?- spytał lew.

Szli dalej, a ich oczom ukazał się wodospad, do którego lwy od razu podbiegł aby się napić. Mohatu rozejrzał się, czuł że jest w domu...w nowym domu.

- Tutaj...- mówiąc to wspiął się na kamień.- Tutaj zamieszkamy...rozejżcie się...

Dookoła było dużo zieleni, z daleka dało się zauważyć antylopy, zebry, a nawet żyrafy. Uwagę brązowego lwa przykuła jednak wielka skała z jaskinią.

- Tam zaś znajdziemy schronienie.- powiedział.- Miejsce to nazwiemy Lwią Ziemią.

- Niech żyje król! - wykrzyczał inne lwy.

- Więc jestem królem...- powiedział Mohatu.

- A ja Twoją królową.- dodała Chaki, siadając obok ukochanego.

Miesiące na Lwiej Ziemi mijały spokojnie. Zwierzęta przyjęły nowego króla z otwartością. Mohatu dbał o inne zwierzęta, a także o krainę. W wypełnianiu obowiązków pomagał mu jego bliski przyjaciel Leon.

- Kochanie...- powiedziała Chaki. - Musimy porozmawiać...

- Leon zaraz dokończymy rozmowę odnośnie konfliktu między krokodylami, a hipopotamami.- powiedział Mohatu.

Lew przybliżył się do partnerki.

- Coś się stało Kochanie?- spytał.

- Bo ja...jestem w ciąży.- powiedziała.

- To wspaniała wiadomość!- oznajmił szczęśliwy.- Mam nadzieję, że to będzie syn...zostanie moim następcą! 

Po krótkiej chwili cała nowina rozniosła się po całym królestwie. Mohatu każdą wolną chwilę poświęcał swojej małżonce, czuwając nad tym czy nic go jej nie brakuje. A dzień narodzin zbliżał się wielkimi krokami...

Rozdział I

- Mohatu...- podeszła do niego szara lwica.

Brązowy lew spojrzał na samicę. Nazywała się Christa i była żoną Leona, a także była bliską przyjaciółką Chaki.

- Tak?- spytał.- Coś jest z Chaki? Dzieckiem?

- Wszystko z nimi w porządku...urodziła Ci się piękna córka. - odpowiedziała, prowadząc go do lwicy.

Chaki leżała na środku, trzymając w łapach żółtą lwicę.

- C-Córka?- wyjąkał z niedowierzania lew.

Żona spojrzała na niego z uśmiechem, a mała lwica obdarzyła go spojrzeniem swoimi zielonym oczami.

- Patrz Uru to Twój tata.-oznajmiła Chaki.

Mohatu wciąż był w szoku, jednak próbował to ukryć. Obdarzył małą lwicę wymuszonym uśmiechem, a następnie zwołał rykiem swoich poddanych.

- Dzisiaj nadstał szczęśliwy dzień...przyszła na świat Uru...moja córka w tym...- lew nie potrafił wykrztusić tego z siebie.

- Dziedziczka tronu! - oznajmiła Chaki.

Poddani wiwatowali i świętowali pojawienie się Uru. Jedynie nie cieszył się Mohatu.

- Wszystko w porządku? - spytał Leon.

Po chwili jednak dało się słyszeć krzyk Christy, ona również była w ciąży. Po paru godzinach lwy ujrzały w jej ramianach małego brązoworudego lewka, na którego widok Mohatu uśmiechnął się.

- Jak się nazywa? - spytała Chaki.

- Ahadi...jego imię będzie brzmieć Ahadi.- oznajmiła zmęczona lwica.

- To przyszły król...- powiedział do siebie Mohatu.

Minęło parę dni od narodzin Uru i Ahadi'ego. W tym czasie nadstała wielka susza, rośliny wysychały, a większość zwierząt uciekło. Żywioł sprawił, że zmarły różne zwierzęta, w tym lwy, wśród których była Chaki. Mohatu załamał się po jej śmierci, jednak ukrywał to przed swoimi poddanymi, szukając razem z nimi źródła wody. Na jego plecach leżała śpiąca Uru, a obok nie go szedł Leon.

- Leon...mam do Ciebie sprawę...- powiedział lew.

- No jaką?- spytał.

- Czy jakby się udało...Twój syn w przyszłości mógłby się związać z Uru? -spytał Mohatu.

- Co to za dziwna propozycja?- oznajmił Leon.

- No wiesz...lwica nie może zająć się królestwem...- powiedział.

Jednak nie dokończyli tej rozmowy, ponieważ zauważył wielkie jezioro, do którego od razu podbiegł.

- Drodzy poddani...jest to prawdopodobnie jedyne źródło wody jakie udało nam się znaleźć. Musimy o nie dbać dopóki susza się nie skończy. Wszyscy musimy dzielić się. Wszyscy jesteśmy sobie równi...to również pamiętajcie.- powiedział.- Mam tu też prośbę do słoni...moglibyście nabrać trochę wody.

Wszystkie zwierzęta podbiegły do wody, a słonie ją nabrały. Następnie wszystkie zwierzęta wróciły do domów, a Mohatu wykopał z innymi zwierzętami wielką dziurę gdzie słonie napuściły wody. To według niego miało być sposobem lepszym, ponieważ jezioro było za daleko.

Po paru dniach zaczął padać deszcz. Znów pojawiła się roślinność, a wodopój był pełny wody.

Rozdział 2

Mijały lata, a Uru i Ahadi dorastali. Lew uwielbiał się bawić ze wszystkimi oraz odwiedzać Mohatu, do którego zwracał się "wujku". Ten go również uczył polowania. Jednak Ahadi bardzo lubił spędzać czas z Uru, która robiła to niechętnie, bądź go odrzucała.

- Uru! Ktoś Cię przyszedł odwiedzić...- oznajmił Mohatu, a zaa jego pleców wyskoczył Ahadi.

- Hej Uru! Chcesz się pobawić ze mną i innymi lwiątkami? - spytał.

Lwica spojrzała na niego z obojętnością.

- Nie mam ochoty...- oznajmiła, a następnie wyszła z jaskini.

- Nie martw się Ahadi...wiesz lwicę młode takie są, nie lubią zabaw z lwami, ale z czasem się do nich przekonują...- powiedział ukrywając złość na Uru.- A teraz idź do swojego ojca, a ja pójdę porozmawiać z Uru.

Mówiąc to Mohatu wybiegł z jaskini i znalazł swoją córkę siedzącą w samotności na kamieni i wzdychającą. Ten jej nadepnął na ogon.

- Au! Tato!- krzyknęła lwica.

- Ile razy Ci mówiłem, że masz być miła dla Ahadi'ego!- wrzasnął na nią.

- Tato, ale ja go nie lubie...- powiedziała Uru.

- Będziesz musiała...to on zostanie królem, a ty...nie możesz rządzić Lwią Ziemią, nie nadajesz się do tego...- powiedział odchodząc.

Żółta lwica spuściła głowę.

- Gdyby mama tu była...- powiedziała cicho lwica.

Uru nie pamiętała matki, a ojciec rzadko o niej wspominał. Wie kim była z opowieści Christy, ale tylko tyle wiedziała.

- Uru!- krzyknął Ahadi, wskakując na lwicę.

Uru zmarszczyła brwi, zsuwając z siebie lwa.

- Czego chcesz? - spytała wkurzona.

- Pomyślałem, że skoro siedzisz sama na tym kamieniu...może pójdziesz ze mną i moimi przyjaciółmi się pobawić?- zaproponował.

Ona tylko przekręciła oczami i westchnęła.

- Eh...no dobrze...- powiedziała i ruszyła za lewkiem.

Po krótkiej chwili doszli do wodopoju, gdzie już się bawiły dwie lwicę i dwa inne lwy.

- To moi przyjaciele...Paka, Mwaloni, Samaki oraz Farasi.- powiedział, a następnie wskazał pokolei na każdego lwa.

Po chwili lwiątka zaczęły się razem bawić...postanowili pobawić się w królestwo. Królem oczywiście był Ahadi i miał wybrać sobie żonę...wybór padł na Uru, a na jej głowie pojawił się wianek zrobiony przez Pakę i Samakę. Żółta lwica zdjęła wkurzona wianek, a następnie uciekła.

- Co jej jest?- spytał Farasi.

- Dziwna jakaś.- stwierdził Mwaloni.

- Nie podobał się jej Nasz wianek? - spytała Paka.

- A tak się przy nim napracowałyśmy...- stwierdziła Samaka.

- Wiecie...jest trochę nieśmiała...pójdę po nią...- powiedział Ahadi i za nią ruszył.

Lwiątka zaśmiały się.

- Czyżby Ahadi zakochał się w tej Uru? - spytała Paka, śmiejąc się.

- Cóż...każdy chciałby być księciem, ale na pewno nie chciałbym się wiązać z Uru...ona jest jakaś dziwna...- stwierdził Farasi.

Tymczasem lwiątko obiegło lwicę, przez co musiała się zatrzymać.

- Zostaw mnie!- wrzasnęła.

- O co chodzi Uru, coś Ci się nie spodobało?- spytał.

- Tak...nigdy nie będę Twoją żoną!- krzyknęła, biegnąc do jaskini.

W jaskini siedział Mohatu, który spojrzał na swoją córkę.

- I jak się bawiłaś z Ahadim?- spytał.

- Ta zabawa była głupia...-oznajmiła Uru.- Ahadi bawił się, że jest królem i wybrał mnie na swoją...żonę...

Brązowy lew zaśmiał się.

- Sam mu zaproponowałem tą zabawę, chciałem żebyście wiedzieli co Was czeka w przyszłości...- odpowiedział Mohatu.

- Nigdy się z nim nie zwiąże...jest głupi i irytujący.- stwierdziła Uru.

- Nie wiesz co mówisz...jest idealnym kandydatem na króla...poza tym wszystko z jego rodzicami ustalone, zgodzili się aby został królem i Twoim mężem.- powiedział.

- Przecież mogłabym sama być królową...- powiedziała.- Szkoda, że nie ma tu mamy...

- Nawet mi o niej nie wspominaj!- krzyknął Mohatu.- Zostaniesz żoną Ahadi'ego i koniec!

Po tych słowach Uru wybiegła z jaskini.

- Eh...gdybym miał syna on by to zrozumiał...- powiedział lew.

Rozdział 3

Tuż przed wschodem słońca Mohatu wyszedł spotkać się z Leonem.

- Ahadi bardzo lubi Uru, ale da się zauważyć, że lwica go nie lubi...- stwierdził lew.- Nie lepiej sobie odpuścić?

Mohatu zmarszczył brwi.

- Nie odpuścimy...Uru zostanie żoną Ahadi'ego nawet gdy będzie chciała uciec...to jej przeznaczenie.- stwierdził.

- Jak uważasz...- powiedział Leon.- Ahadi ciągle gada o Uru...

- To bardzo dobrze.- powiedział Mohatu.- Dzisiaj zabieram go na polowanie...a co do Uru...zajmiesz się nią z żoną?

Leon westchnął.

- No dobrze.- powiedział lew. - A dlaczego Uru nie zabierzesz na polowanie?

- Przecież się do tego nie nadaję...nic nie potrafi.- powiedział brązowy lew i ruszył w swoją stronę.

***

- Wujku...- powiedział Ahadi.

- Tak Ahadi? - spytał lew.

- Czemu Uru z nami nie poluje?- spytał.

- Em...bo wiesz Uru się trochę źle czuła...- powiedział Mohatu.- Jesteś gotowy?

- Tak wujku jestem.- powiedział, a następnie ruszył za lwem.

Tymczasem córka Mohatu siedziała ze swoją "ciocią" Christą. Leona nie było z nimi, podczas gdy Mohatu był na polowaniu z Ahadim on musił pełnić większą część jego obowiązków.

- Coś taka smutna Uru?- spytała Christa.

Lwica jednak nic nie odpowiadała, więc szara lwica delikatnie ją dotknęła przez co Uru podskoczyła przerażona.

- Nie rób tak!- wrzasnęła.

- Spokojnie Uru...myślałam, że śpisz bo nie odpowiadałaś.- oznajmiła Christa.

- Może ja nie mam ochoty rozmawiać...- powiedziała Uru, znów się kładąc.

- Chodzi o Twojego ojca? Jesteś zazdrosna, że spędza czas z Ahadim?- spytała lwica.

Po tym pytaniu mała lwica wybiegła z jaskini.

- Uru!-krzyknęła Christa.

Uru pobiegła na swoje wczorajsze miejsce, na którym usiadła i westchnęła.

- Nikogo nie obchodzę przecież, więc niech ciocia nie udaje...- powiedziała do siebie lwica.- Mamo...a ty byś się mną interesowała i nie wstydziła?

Spojrzała w górę, tak jakby czekając na odpowiedź. Po chwili jednak ktoś na nią wpadł, jak się okazało była to Paka.

- Ojej! Przepraszam Uru.- powiedziała, schodząc z lwicy.

Następnie podbiegły do niej inne lwiątka.

- No proszę...- powiedział Mwaloni.- Dziewczyna Ahadi'ego!

- Nie jestem jego dziewczyną!- krzyknęła Uru.

- Mwaloni przestań...- powiedziała Samaka.

- Czemu przestać niech zna prawdę...głupia księżniczka...- zwrócił się do niej.

- U-Uru?- zapytał Farasi.

- Uru uspokój się!- krzyknęły jednocześnie Samaka i Paka.

Lwica wskoczyła na lewka i zaczęła się z nim bić.

- Ja Ci dam Głupia Księżniczka!- wrzasnęła Uru, drapiąc go po oku.

Reszta lwiątek pobiegła po dorosłych. Wśród nich byli Mohatu i Ahadi. Gdy przybiegli na miejsce zdarzenia, Mwaloni leżał na ziemi, a gdy się podniósł na prawym oku miał bliznę, w tym na brzuchu.

- Co tu się stało?!- krzyknęła matka lwa.

- Bo ja, Paka, Samaka i Farasi się bawiliśmy w berka. I Paka wpadła na Uru i wtedy ona mnie zaatakowała...- powiedział Mwaloni.

Mohatu próbował ukryć złość, a także przyjmować na siebie wzrok rozczarowanych poddanych.

- Mwaloni powiedz jak było naprawdę!- oznajmił Farasi.

- A jak było? - spytała mama Swaloni'ego.

- Mwaloni nazwał ją dziewczyną Ahadi'ego, a następnie Głupią Księżniczką...- odpowiedział Farasi.

- To prawda?- zwróciła się lwica do swojego syna.

- T-Tak mamo...ale przecież to było dla żartów...- powiedział.

Ahadi wyglądał na wkurzonego, jednak odciągnęli go jego rodzice zabierając go do domu. Następnie reszta lwów rozeszła w swoje strony. Została tylko matka Mwaloni'ego, Mwaloni i Mohatu.

- Bardzo przepraszam za mojego syna...- powiedziała lwica, patrząc na Mwaloni'ego karcącym spojrzeniem.

- Ja również przepraszam za Uru...mam nadzieję, że większej krzywdy Mwaloni'emu nie zrobiła...- powiedział.

- A ja, że Uru jest cała.- powiedziała, a następnie odeszła w swoją stronę.

- Bardzo przepraszam...- powiedział Mwaloni i ze spuszczoną głową ruszył za matką.

Mohatu zaś ruszył na poszukiwania swojej córki, dalej był na nią wściekły.

***

Lew dopiero wrócił w nocy, trzymając Uru w zębach. Następnie opuścił ją na ziemię.

- Widziałaś jak wygląda Mwaloni?- zapytał wkurzony.

- Ale to on za...- powiedziała.

- Nie ważne kto zaczął! Powinnaś się nie dać się sprowokować!- krzyknął Mohatu.- Masz pojęcie jaki mi było wstyd...nawet nie potrafisz nad sobą panować! Nic nie potrafisz...dlatego sama sobie nie poradzisz z królestwem, powinnaś brać przykład z Ahadi'ego..

- Powinnaś brać przykład z Ahadi'ego...- zaczęła go naśladować Uru.

Mohatu nadepnął mi na ogon, jednak udało jej się wyrwać i uciec z jaskini. Lew rozejrzał się, nikogo z jego poddanych nie było, nie mógł sobie pozwolić na to aby ktoś się dowiedział o jego relacjach z córką. Uru pobiegła w swoje ulubione miejsce i spojrzał w gwiazdy.

- Mamo...czy ja naprawdę jestem taka beznadziejna?- spytała.- Daj mi jakiś znak, że jesteś...

Po chwili na niebie zaświeciła jedna z gwiazd, była to Chaki. Na twarzy Uru zagościł uśmiech.

- Dobranoc mamo...- powiedziała, a następnie zasnęła na kamieniu.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.